Stanisława Girsztoft
z domu Michałowska, ur. w 1932 r.

W wagonach na Syberię była rozpacz, ale Polacy mieli nadzieję, że jak tak, bez żadnego wyroku? Bez żadnej winy?

Wielopokoleniowy dom pani Stanisławy pełen jest kresowych pamiątek. Cała ściana ozdobiona jest rodzinnymi, starymi fotografiami – Tutaj zdjęcie grupowe przy majątku koło Poniewieża: rodzice, babcia, młodsza ciocia i jej córka, a tu pradziadkowie na wspólnej pozowanej fotografi z atelier w Rydze. Oto kaplica ufundowana przez rodzinę męża, starszego brata teścia, taka większa, w sumie jak wiejski kościółek, też na Kresach oczywiście, kuzyn teściowej, w Katyniu zginął… A tu proszę spojrzeć, ja z mężem, jeszcze na Syberii, w Krasnojarskim Kraju. Już po krótkiej chwili pytanie o kultywowanie rodzinnej kresowej tradycji wydaje się bezcelowe. – Przed budynkiem w ogrodzie, od strony ulicy, postawiliśmy kapliczkę z wileńską Matką Boską Ostrobramską, oczywiście nieprzypadkowo – dodaje z zaangażowaniem syn, pan Mirosław.

Rodzina ojca pochodziła z okolic Kowna, dziadkowie mieli posiadłość w okolicach Kiejdan, słynnej rezydencji magnackiej. Pani Stanisława urodziła się w mieście, które było wówczas stolicą Republiki Litewskiej. W momencie powstawania niezależnego państwa litewskiego, większość mieszkańców, bo aż 45%, stanowili Polacy. Mimo, iż Kowno było stolicą odrębnego państwa, polskie życie kulturalne w mieście oraz całym otaczającym je regionie – słynnej Laudzie, kwitło. Z czasem jednak represje i szykany litewskie w okresie międzywojennym spowodowały stopniowy zanik polskości. W 1939 roku już tylko 10% mieszkańców Kowna określało się Polakami.

Wybuch wojny zastał rodzinę Michałowskich w Wilnie. Skomplikowana historia tego regionu, który kilkukrotnie zmieniał swoją przynależność państwową w latach 1939-44, powodowała represje dla miejscowych Polaków z różnych stron – Niemców, Litwinów i Sowietów. Ojciec naszej bohaterki zaangażował się w pracę konspiracyjną na rzecz Armii Krajowej, która nie posiadała wówczas bardzo rozbudowanych struktur. Po przejęciu Litwy i Wileńszczyzny przez Armię Czerwoną w 1944 roku rozpoczął się ponownie dla miejscowych Polaków proces utraty ziemi i majątku na rzecz państwa sowieckiego. Pogłębiał się proces „rozkułaczania” czyli likwidacji indywidualnych gospodarstw rolnych i przejęcia ziemi przez powstające kołchozy.

W 1946 roku za pomoc AK głowa rodziny Stanisław Michałowski został aresztowany i skazany na ośmioletni pobyt w obozie pracy na dalekiej Syberii. Niedługo potem do ojca dołączyła reszta rodziny, zostali deportowani bez wyroku sądu – Radziecka władza przesiedlała wszystkich, których mogła podejrzewać o dawne sentymenty. Dla nas – bez wyroku Syberia mogła oznaczać tylko dożywocie. – opowiada z przejęciem pani Stanisława. Tym samym smutna tradycja rodzinna została podtrzymana. – Naszą rodzinę już od czasów Powstania Styczniowego dotykała sybirska katorga. Pradziadkowie i dziadkowie, wiele pokoleń trafiało z Kresów na Wschód. Ta ziemia wiele wycierpiała. Łącznie naliczyliśmy 38 członków bliskiej rodziny którzy trafili do łagrów. Dla 9 z nich była to podróż w jedną stronę. Jedną z cenniejszych pamiątek rodzinnych jest ręcznie wykonana przez pradziadka – powstańca styczniowego, drewniana szkatułka z 1864 roku.

Na mocy „odwilży” po śmierci Stalina całej rodzinie udało się przybyć szczęśliwie do nowej Polski. Po wielu mrożących krew z żyłach wydarzeniach trafiliśmy do Gdańska w Wigilię 1956 roku. – Byliśmy tak wycieńczeni, że z daleka było widać, że wracamy z Sybiru, a to było ponad 10 lat po wojnie. Pamiętam sytuację, gdy w jednym z gdańskich kościołów ogłoszono zbiórkę dla powracających z zesłania. Podeszła do nas młoda kobieta, dzieląc się domowym, upieczonym chlebem. Tak przywitała nas nowa Polska. Musieliśmy zaczynać tutaj życie od początku, zostawiając na Kresach wszystko – domy, ziemię, groby bliskich i piękne wspomnienia.

P29 S38 Kaunas (Kowno) (1:100 000 WIG – Mapa Taktyczna Polski 1924 – 1939)

GALERIA