
Regina Szczepańska
z domu Dziadura, ur. w 1927 r.
Nie mam żadnych pamiątek rodzinnych z Wołynia, ze swojej wsi. Zabieraliśmy ze sobą tylko życie.
Wychowywała się w wielodzietnej rodzinie na Wołyniu we wsi Helenówka położonej kilka kilometrów od powiatowego miasta – Włodzimierza, który był ważnym ośrodkiem dla ówczesnej Armii Polskiej. Mieściła się tam siedziba Szkoły Podchorążych Rezerwy Artylerii oraz spore koszary wojskowe imienia Marszałka Józefa Piłsudskiego. Samą rodzinna wioskę, w odróżnieniu od innych o tej samej nazwie nazwano Helenówką Werbską, stanowiło kilkanaście zagród zamieszkanych w przeważającej większości przez polską ludność – tak jak sąsiednie kolonie o wdzięcznych nazwach Stefanówka, Marcelówka, Antonówka czy Andersówka. Dzisiaj cały ten obszar stanowią zarośnięte nieużytki i ciężko dostrzec oznaki, że na tych bezkresnych polach tętniło kiedyś życie.
Pani Regina była pierwszym dzieckiem państwa Dziadura, potem doczekała jeszcze ośmiorga rodzeństwa. Ojciec nie zajmował się uprawą roli jak większość mieszkańców Helenówki, lecz pracował w młynie-wiatraku w sąsiedniej wsi Werba. Cała rodzina mieszkała w drewnianym domu, z glinianą podłogą. Wojna wybuchła gdy miałam 12 lat, pierwsze wspomnienia z nią związane to zniknięcie sąsiadów – pan Drabik był kolejarzem i nagle okazało się że cała rodzina została wywieziona na Syberię. Wstaliśmy i już ich nie było – wspomina pani Regina. Puste domy deportowanych były następnie oznaczane czarną farbą. W 1941 roku niemieccy okupanci w sąsiednim Włodzimierzu urządzili getto dla ludności żydowskiej. – Często chodziliśmy do miasta sprzedawać jajka i drób, któregoś razu pomyliłam uliczki i dostałam się przez przypadek na teren, gdzie przetrzymywani byli miejscowi Żydzi. Szczęście z nieszczęściu, niemiecki żołnierz uderzył mnie i przegonił z tego strasznego miejsca.
Najtragiczniejsze wojenne wspomnienia związane są z działalnością ukraińskich nacjonalistów w 1943 roku. – Zanim przyszło najgorsze miejscowi Ukraińcy, sąsiedzi z okolicznych wsi, mówili nam: Lachy my już wiemy co z wami będzie. Rzeczywiście, gdy rozpoczęła się rzeź, a okrążenie wsi zacieśniało się, banderowcy wkroczyli do wsi paląc i mordując. – opowiada. Ze swojej Helenówki wraz z rodzicami uciekła boso, zabierając z kołyski na ręce swojego najmłodszego, kilkumiesięcznego brata. Udało im się dotrzeć do Włodzimierza, który stanowił schronienie dla wielu polskich uchodźców. Płonące wsie rozświetlały czerwoną łuną, która widoczna była nawet ze znacznej odległości. Nie mając dokąd wracać, po przejściu Armii Czerwonej rodzina Dziadura czekała na transport w nowe granice Polski. Ostatecznie dotarli pieszo, symbolicznie przekraczając rzekę Bug.
W 1947 roku nasza bohaterka wyszła za mąż. Przewrotny los sprawił, że wybranek pani Reginy – Jan Szczepański pochodził także z Wołynia. Podobnie tragiczne wydarzenia również były jego udziałem. Mieszkańcy rodzinnej wsi Balarka koło Łucka też doświadczyli okrucieństwa ze strony członków UPA. On z kolei trafił do 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty. Po wojnie chcąc uniknąć prześladowań, które dotykały członków Armii Krajowej ze strony komunistów zmuszony był do zmiany tożsamości.
Pani Regina dopowiada – Nigdy nie odwiedziłam miejsca po swojej Helenówce na Wołyniu. Z kolei po wielu latach mój świętej pamięci mąż pojechał na Ukrainę, do Balarki wraz z naszą córką. Jedynie po układzie drzew udało się zlokalizować miejsce, gdzie kiedyś stał jego dom. Nie zostało nic, nawet fundamentów. Pomimo wszystko po tej wizycie był bardzo szczęśliwy, że mógł odwiedzić rodzinne strony i że wrócił bezpiecznie.
W pewnym sensie rodzinna tradycja z Helenówki jest kontynuowana – Pani Regina wraz z mężem wychowała 11 dzieci i doczekała aż 28 wnucząt i 30 prawnucząt.

GALERIA

