
Marta Gruszkowska
ur. 1985
Podróże na Wschód pozwoliły mi odnaleźć korzenie. Przybliżyły mnie do moich przodków i ich historii – odnalezienia cząstki tego, co utracone.
Druga połowa sierpnia 1939 roku, rumuński kurort Mamaia nad Morzem Czarnym. Kilku młodych harcerzy zostało wysłanych tutaj w nagrodę za dobrze wykonaną tajną, wojskową misję. Ostatnie tygodnie, pod przykrywką obozu wędrownego dla młodzieży, obserwowali ruchy wojsk i ewentualne przygotowania do wojny w sąsiedniej Słowacji. W holu świeżo oddanego do użytkowania olbrzymiego i pustego Grand Hotelu Rex młodzi Polacy przeglądają rumuńskie gazety. Z nagłówków krzyczy tytuł „Pactul germano-sovietilor!”.
Doniesienia ostatecznie utwierdziły 19-letniego Wiesława Gruszkowskiego, że wybuch wojny jest nieunikniony. Postanowili niezwłocznie wracać do Lwowa. Wracać do domu i do konspiracji, wiedzieli, że będą potrzebni. Dopiero co rozpoczęte studia na wydziale architektury Politechniki Lwowskiej przerwała wojna. Do harcerstwa i do konspiracji Wiesława wciągnął starszy o pięć lat brat – Mieczysław. On zdążył skończyć studia. Prawo. Mietek wiedział dużo więcej, był bardzo zaangażowany w działalność podziemia. Młodszy brat i rodzina oczywiście nie znała całej prawdy. Mieszkali w kamienicy przy ulicy Pijarów, tuż obok słynnego cmentarza na Łyczakowie.
Wraz z sowiecką okupacją Lwów zmienił się nie do poznania. Skala inwigilacji społeczeństwa i czerwony terror zaskoczyła chyba wszystkich. Z początkiem 1940 roku nasiliły się zatrzymania i deportacje na Wschód. Nadchodziła pierwsza okupacyjna wiosna, a wraz z nią wielka wsypa w konspiracyjnej organizacji lwowskich harcerzy. W marcu NKWD aresztowało w domu Mieczysława Gruszkowskiego. Dla rodziców i braci był to straszny dzień. Zrozpaczona matka próbowała dowiedzieć się gdzie przetrzymywany jest Mietek. Po jakimś czasie od ocalałego z niewoli instruktora harcerstwa, dowiedzieli się, że sprawa jest poważna i że Mietek został prawdopodobnie na dalsze przesłuchiwania i rozprawę przewieziony do Kijowa. Tutaj na wiele lat trop się urywa.
Mijały miesiące, wybuchła następna wojna, tym razem niemiecko-sowiecka. We lwowskich więzieniach tuż przed wkroczeniem hitlerowców działy się niewyobrażalne sceny. Piekło. Sowieci bestialsko likwidowali wszelkich świadków swojego barbarzyństwa. Kolejne miesiące także nie przynosiły jakichkolwiek wiadomości o losie Mieczysława. Ta cisza nie zwiastowała niczego dobrego, ale nadzieja trwała. Skończyła się wojna, nastał czas wyjazdów do Polski w jej nowe granice. Matka pytała – Jak wyjechać, kiedy nie wiadomo co z synem? Na lwowski adres pisze przecież listy narzeczona, która też czeka na jakiekolwiek wieści…
Wiesław po 1945 roku trafił do Gdańska. Został architektem, współtworzył plany odbudowy miasta, założył rodzinę, zdobył tytuł profesora na tutejszej Politechnice. Minęło blisko 60 lat, gdy jeden z synów Wiesława – Tomasz, zobaczył na wystawie warszawskiej księgarni opasły tom. Książka „Polskie Podziemie 1939-41: Lwów-Kołomyja-Stryj-Złoczów, t. I” to dwujęzyczne wydawnictwo zawierające oryginalne rosyjskojęzyczne akta spraw dotyczących niepodległościowego podziemia oraz ich dokładne tłumaczenie na polski. Słowo po słowie, szczegółowe zeznania z przesłuchań, cytaty, zdjęcia wykonane przez NKWD do kartotek. Tytuł jednego z rozdziałów brzmiał „Sprawa Gruszkowskiego”.
Dopiero wtedy rodzina poznała dalsze losy aresztowanego w 1940 roku Mieczysława. Po długim śledztwie został skazany Wyrokiem Trybunału Wojennego Kijowskiego Specjalnego Okręgu Wojennego na śmierć. Sfingowano zarzuty szpiegostwa dla obcych mocarstw. Został rozstrzelany 16 stycznia 1941 roku w Kijowie. Miejscem, gdzie został pogrzebany była najprawdopodobniej podkijowska Bykownia. Las, w którym kilka miesięcy wcześniej spoczęły ofiary mordu polskich oficerów. To także jedna z katyńskich mogił. Wspomnienia ówczesnych mieszkańców Kijowa mówią, że zwłoki po egzekucjach z siedziby miejscowego NKWD dowożono w to miejsce ciężarówkami albo tramwajem. Linią numer 23.
Latem 2017 roku udało się odbyć wielopokoleniową podróż rodziny Gruszkowskich, z Gdańska przez Warszawę do Kijowa. Specjalnie, aby zamontować na jednym z drzew tabliczkę z imieniem, z nazwiskiem i zdjęciem Mieczysława – ostatnim, zrobionym w więzieniu przez radzieckich oprawców, które trafiło do nas po wielu, wielu latach. – Mój 97-letni dziadek Wiesław Gruszkowski musiał to zrobić, a my razem z nim.

GALERIA


