
Krzysztof Masiulanis
ur. 1963
Tata pamiętał Wilno i okolice Wilna jako spotkanie kultur. Był zawsze z tego dumny.
Kresowe korzenie naszego rozmówcy wiążą się z kilkoma miejscami – Lidą, Łużkami, Berezweczem, Drują, a także Kolonią Wileńską i samym Wilnem oraz najbliższą rodziną ze strony Dziadka Leona Masiulanisa. Urodzony w Lidzie w 1906 roku humanista – nauczyciel łaciny i greki pozostanie w pamięci jego wnuka w następujących słowach – Wspomnienie o dziadku, to wspomnienie jego charakteru, niezwykłej łagodności. Nie wiem czy było to związane z wykształceniem, czy też kotłem kulturowym Litwy czy Wilna. Był to jeden z piękniejszych rysów jego charakteru – zawsze cierpliwy i łagodny – nigdy nie podniósł głosu.
W rodzinnym archiwum zachowały się 2 wyjątkowe fotografie – kilkuletni Leon w stroju komunijnym oraz drużynie skautów. Na obu pojawia się ksiądz Ignacy Skorupka – którego śmierć w 1920 roku stała się jednym z symboli Bitwy Warszawskiej. Na odwrocie zdjęć widnieją podpisy księdza, który od września 1917 do sierpnia 1918 roku prowadził w Klińcach w Rosji tajną polską drużynę harcerską, był także proboszczem miejscowej parafii oraz nauczycielem w lokalnym gimnazjum. W domysłach pozostaje kwestia wykonania fotografii datowanych na 1918 rok wykonanych w Rosji, w obwodzie briańskim. Czy ojciec Leona – bogaty kolejarz pracował w tamtym okresie w tamtych okolicach? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że młodsi bracia Leona – Adam i Zygmunt chodzili do szkoły w Wilnie, a dokładnie do Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego. Ich podpisy widnieją w archiwalnych wpisach do szkolnej księgi z 1926 roku z okazji 150 lecia Niepodległości Stanów Zjednoczonych. W 1935 roku Leon otrzymał świadectwo wystawione przez Państwową Komisję Egzaminacyjną dla Kandydatów na Nauczycieli Szkół Średnich przy Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie i uzyskał tytuł nauczyciela filologii klasycznej.
Z tym zawodem związał resztę swojego zawodowego życia. Jakiś czas uczył greki i łaciny w gimnazjum w Drui (obecnie Białoruś), aby przed narodzinami taty naszego rozmówcy – Marka rocznik 1938, przeprowadzić się do Kolonii Wileńskiej. Córki Leona i Zofii przyszły na świat już w Wilnie. Rodzina została tam do 1945 roku.
– Dziadek Leon niechętnie opowiadał o czasach wojennych. Jego rodzeństwo poginęło – Zygmunt na początku wojny, czyli w rok po swoim ślubie – w wojsku, w stopniu porucznika. Drugi brat – Adam , który był księdzem został rozstrzelany koło Berezwecza. – mówi nasz rozmówca.
O Adamie wiadomo więcej – urodzony w Wołkowysku w 1911 roku, był studentem filozofii i teologii w Seminarium Duchownym w Wilnie, a do 1936 roku studiował na Wydziale Teologii Uniwersytetu im. Stefana Batorego. Od 1939 roku był młodym proboszczem parafii pw. św. Michała Archanioła w Łużkach w obwodzie witebskim, w rejonie głębockim, na terenach obecnej Białorusi. Po wybuchu wojny wieś znalazła się w granicach Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, a w 1941 roku w pod okupacją niemiecką. Ksiądz Adam został aresztowany przez Niemców 3 lipca 1942 roku według źródeł prawdopodobnie za postawę polską, m. in. za użycie wezwania „Królowo Korony Polskiej” w Litanii do Matki Boskiej oraz za opór w oddaniu dzwonów kościelnych. Przetransportowany do więzienia w Berezweczu, które znajdowało się w dawnym budynku klasztornym po agresji sowieckiej przekształconym przez NKWD w miejsce kaźni, następnie do tych samych celów wykorzystywany przez Niemców – został zamordowany już następnego dnia, nieopodal – w lesie Borok wraz z czterema innymi kapłanami i wrzucony do masowego grobu.
W tym niespokojnym czasie najstarszy z braci – Leon znajdował się wraz z rodziną w Wilnie. Trochę uczył w szkole, ale krótko. Z relacji rodziny wynika, że szukał drobnych prac m.in. przy rozładowywaniu transportów kolejowych czy przy pracach sprzątających. 19 września 1939 roku nastąpiło zajęcie Wilna przez wojska radzieckie, które pod koniec października przekazały miasto Litwinom. W 1940 roku ponownie zajęte przez wojska sowieckie miasto czekał czas wywózek na Syberię, deportacji oraz mordów. W 1941 roku Niemcy zbombardowali miasto i przeprowadzili masowe egzekucje na mieszkańcach Wilna we wsi Ponary przy wsparciu kolaborujących z nimi Litwinów. W oczach Marka, syna Leona przedwojenny czas to dobry okres dla Wilna.
– Tato podkreśla, że na Wileńszczyźnie potrafili się dogadać prawosławni z katolikami i protestantami, Żydami, z muzułmanami. Każdy miał swoją cząstkę publicznego życia, nie wstydząc się tego skąd pochodzi, co za nim stoi. Pewnie, że nie było to wolne od napięć, trzeba je było regulować, ale to można było zrobić w cywilizowany sposób, nie udając kogoś innego, nie przepraszając za to, że się istnieje. – mówi nasz rozmówca.
Po zakończeniu wojny rodzina wraz z transportem ruszyła w nowe granice Polski – na Mazury. Początkowo mieszkali w Mrągowie, gdzie przy wydobywaniu z dna jezior poniemieckich jachtów narodziła się pasja do żeglarstwa syna Leona – Marka. Po drodze było jeszcze Braniewo, gdzie w liceum łaciny uczył Leon oraz Trójmiasto z którym dzięki studiom związały się wszystkie jego dzieci. Nasz rozmówca wybrał podobną do stryja Adama drogę, podobnie do dziadka związał się z ruchem harcerskim, a dzięki ojcu zafascynował się żeglarstwem. Człowiek wielu pasji i talentów, nieszablonowy duszpasterz. Od czasu podróży do Nowego Jorku w 1993 roku jest pasjonatem motocykli. Od 20 lat jest inicjatorem ogólnopolskiego zlotu oraz święcenia maszyn zwanego Jajcarnią w Sobowidzu, gdzie jest proboszczem. Kresowe korzenie co rusz dawały o sobie znać – ksiądz Krzysztof był jednym z instruktorów, którzy pomagali założyć polskie harcerstwo w Wilnie i Nowogródku na przełomie lat 80 i 90. Podróżował także po Wileńszczyźnie podczas wyprawy motocyklowej. Jest inicjatorem rodzinnych spotkań Masiulanisów z całego świata – na Kresach żyjącej rodziny już nie ma, rozjechali we wszystkie strony świata od Australii po Stany Zjednoczone. – Po rozsypce wojennej scalamy się. Fascynuje mnie charakter ludzi z Kresów, odróżnia drobiazgi rzeczy ulotne od tych, o które warto kruszyć kopię – podsumowuje.

GALERIA


