
Barbara Wójcik
z domu Sadowska ur. w 1930 r.
Nie odwiedziłam swoich rodzinnych stron. Człowiek był rad, że tu mieszkał bezpiecznie. Nikt by nie chciał. Takie wspomnienia były.
Wychowała się we wschodniej części ówczesnego województwa białostockiego – w szlacheckiej wsi Hniezno koło Wołkowyska, dzisiaj leżącej na zachodniej Białorusi. Rodzina ojca pochodziła z terenów dzisiejszej Łotwy, natomiast matka pochodziła z Krakowa. Wówczas Wołkowysk i okoliczne miejscowości zamieszkane były w większości przez Polaków. Mimo, że Hniezno miało wiejski charakter, rodzice pani Barbary nie pracowali na roli, ojciec był urzędnikiem w Starostwie Powiatowym w pobliskim Wołkowysku, a matka była nauczycielką w miejscowej polskiej szkole w Hnieźnie. Wydarzeniem, które najmocniej wpłynęło na dalsze losy życiowe naszej rozmówczyni były deportacje w głąb Związku Sowieckiego, które dotknęły wielu Rodaków mieszkających na Kresach. Oboje rodzice, choć w rożnym czasie i z innych przyczyn, zostali deportowani na Syberię przez nowe władze, które nastały na tym obszarze po 1945 roku.
Rodzina Sadowskich zamieszkiwała nowy, świeżo wybudowany dom w centrum wsi, tuż obok starego, gotyckiego kościoła. Budowla ta miała bardzo ciekawą historię i została nawet uwieczniona na obrazach słynnego malarza i rysownika – Napoleona Orda. Po wojnie kościół został przerobiony na magazyn dla miejscowego sowchozu, który powstał na terenach dawnych posiadłości szlacheckich.
Do 1939 roku pani Barbara zdążyła rozpocząć edukację, w szkole, w której uczyła jej matka Helena. Później po aneksji wschodniej Polski przez ZSRR placówkę przemianowano na białoruską i w tym języku kontynuowała naukę. Wraz z niemiecką okupacją rozpoczęła się eksterminacja miejscowych Żydów. W Wołkowysku powstało getto. – Któregoś dnia przechodziliśmy w pobliżu i słyszeliśmy płacz i wołania tych biednych dzieci – wspomina pani Barbara. Odbywały się również rozstrzeliwania w okolicznych lasach. – Dobrze, że społeczność naszej wsi była bardzo zżyta ze sobą i pomagało to nam wszystkim przetrwać te trudne chwile. W naszym domu przez pewien czas także ukrywała się Żydówka. Bardzo ładna, młoda kobieta. Ojciec zabronił mi i bratu o tym opowiadać i przyprowadzać kogokolwiek do domu, bo karą za ukrywanie Żydów była śmierć. Niestety nie pamiętam jej imienia. Wiem, że została przerzucona gdzieś do centralnej Polski, ale jej dalszych losów nie znam.
Całej najbliższej rodzinie pani Barbary udało się przeżyć wojnę. Paradoksalnie dopiero w 1945, po zakończeniu działań rozpoczął się dramat w domu państwa Sadowskich. Ojciec jako wysoki urzędnik został przez nową władzę skazany na wywózkę w okolice Archangielska. – Masę ludzi wywozili, głównie mężczyzn, szczególnie tych, którzy pracowali wcześniej w urzędach. Zostaliśmy sami, z matką i bratem.
Wraz z przyłączeniem dawnych ziem Polski do Związku Radzieckiego nastąpił czas powstawania kołchozów. – Główny organizator nowego państwowego gospodarstwa prześladował miejscowych Polaków. – wspomina pani Barbara. Pomimo zakończenia wojny na tych terenach, formalnie włączonych już do ZSRR, działała jeszcze polska partyzantka. W 1945 roku doszło do akcji wymierzonej przeciwko miejscowemu przedstawicielowi władzy. Zbrojny oddział zaczaił się w zabudowaniach w centrum wsi i zastrzelił miejscowego kacyka w pobliżu domu pani Barbary. Ten przypadek sprawił, że aresztowano po tych wydarzeniach Helenę Sadowską, której mąż już odbywał karę zesłania na wschodzie. Na szczęście w momencie wizyty funkcjonariuszy nie było w domu pani Barbary i jej starszego brata. – Matka była przetrzymywana w więzieniu, udało mi się tam dostarczyć dla niej jedzenie, do aresztu. Widziałam, że była bita, żeby wymusić obciążające zeznania. Mimo tego, że nie była zaangażowana w działalność konspiracyjną i nie miała związku z tą akcją została skazana na 10 lat pobytu w łagrze nad Bajkałem.
Tak oto, w ciągu kilku miesięcy oboje rodziców trafiło na dalekie zasłanie. W wieku 16 lat pani Barbara została w Hnieźnie jedynie z bratem. Dzięki sąsiadce, która sfingowała dokumenty udało się przetransportować rodzeństwo do Krakowa, gdzie mogli rozpocząć nowe życie. Na pamiątkę i opiekę w długiej podróży otrzymali oni dwa święte obrazki, które do dziś przechowywane są w domu w Weselnie.

GALERIA







